Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2008

Super Express ostrzega:

Jeżeli pewnego pięknego ranka, obudzicie się w obcym mieście i...

• Najmniejsze opakowanie ryżu jakie da się w supermarkecie kupić, ma 2kg!
• W spożywczaku jest osobny dział z sosami sojowymi!
• Gdy podłączacie internet do mieszkania, najwolniejsza opcja to 47Mbps!
• Wszystko co kupicie, zostanie zapakowane w torbę, papier i w jeszcze większą torbę, choćby była to tylko jedna płyta CD!
• Instrukcje “co robić na wypadek trzęsienia ziemi” są wszędzie. W kinie, pociągu, podczas podłączania gazu...!
• Jedzenie tylko sushi jest jednym z tańszych rozwiązań kwestii żywieniowej!
• Każda komórka posiada wbudowany słownik, telewizor i diabli wiedzą co jeszcze!
• Jest oddzielne prawo jazdy na samochód z automatyczną i manualną skrzynią biegów. (I jeszcze na samochody z małą pojemnością silnika - w sumie 4 różne prawa jazdy na samochód osobowy.)!!!
• Jedzenie na stołówce jest dobre!
• W każdym laboratorium na uniwersytecie jest łóżko!

to najprawdopodobniej jesteście w Japonii.

A co do tajemniczego Produktu z poprzedniego postu to oto on:mmmm, całkiem niezłe.

środa, 19 grudnia 2007

Merii Kurisumasu, czyli święta po japońsku

Prawdę powiedziawszy, bałem się "świątecznej atmosfery" po japońsku. Wizja tandety, plastikowych drzewek, wszędobylskich kolęd i ogólnego słodkiego aż do wymiotów klimatu... okazała się być na szczęście nieprawdziwa.

Panie i Panowie, Biała Małpa przedstawia: "Ozdoby Świąteczne":

Dziwne:Ok, w muzeum lotnictwa, więc tematycznie powiedzmy, że dopasowane...

Znajome:

Bardzo dziwne: Bałwan wychodzący z wielkiej czerwonej dyni??? Ale o co chodzi?

Brzydkie-jak-nieszczęście:To coś śpiewało jakąś nierozpoznawalną kolędę. Potworne.

Ciekawe...No nie powiem... ładne całkiem...

Ale najważniejsze, że tych ozdób jest po prostu mało. Niektóre domy są poobwieszane lampkami, w radiu lecą kolendy... ale nie bez przerwy, nie ma takiej nagonki jaką pamiętam z Polski. Oczywiście w każdym większym sklepie jest jakaś świąteczna oferta/promocja, ale polega to na otworzeniu dodatkowego stoiska, reszta sklepu pozostaje niezmieniona.

Kraj niechrześcijański, jest na święta przyjemniejszym miejscem do życia.

Stay tuned!

wtorek, 4 grudnia 2007

2 miesiące...

Tak, dziś mija drugi miesiąc mojego pobytu w kraju zachodzącej wiśni i kwitnącego słońca. Nadal mi się tu podoba. Z rzeczy, których mi zaczyna brakować (poza ludźmi) mogę wymienić: koncert i biurko.

Koncert jakiejś porządnej punkowo/rockowej kapeli, śpiewającej w normalnym języku... dałbym się pokroić za występ Dezertera, KSU czy Kultu. W ramach terapii podczas najbliższego wypadu do Tokio mam zamiar odwiedzić jakiś klub muzyczny... zobaczymy co z tego wyniknie.

Co do biurka - to oczywiście mogę sobie kupić, ale raz - trochę żal mi kasy, dwa - i tak nie miałbym go gdzie postawić. Muszę sobie kupić takie japońskie krzesło bez nóg, będzie trochę wygodniej przy koutatsu.

Z innych wieści, na moim uniwersytecie trwa tydzień dobroci dla ryuugakuseiów (studentów z zagranicy). Wczoraj było przyjęcie (czyt.: darmowa wyżerka), jutro jadę na wycieczkę (w planach, m.in. darmowa wyżerka). Wracam w czwartek wieczorem, więc w piątek rano polskiego czasu powinniście być w stanie przeczytać o moich wrażeniach.

Stay Tuned!

PS:
Studenci na całym świecie są tacy sami. Po skończonym przyjęciu, zaproponowano nam zabranie jedzenia do domu - została może 1/3 sushów (na przyjęciu było prawie 100 osób, więc ostało się naprawdę dużo). Po krótkiej chwili wahania, wziąłem dostarczony specjalnie na tą okazję mały plastikowy pojemniczek, pieczołowicie zapakowałem kilka maków, spiąłem pojemnik gumeczką, coby się nie otworzył, włożyłem do małej plastikowej torebeczki i zadowolony poszedłem do swojego laboratorium. Chwilę później do pokoju wpadło dwóch moich współstudentów, każdy niosący 3 spore tace pełne żarcia (około 100 maków na tacę). Rozumiem, że za darmo, ale bez przesady...

środa, 28 listopada 2007

The day the Earth didn't stand still...

Przeżyłem pierwsze większe trzęsienie ziemi - na tyle poważne, żaby akademik zaczął trząść się jakby miał dreszcze. Dziwne uczucie. Trwało to może z 15 sekund, i zanim się zorientowałem co się dzieje, to już się prawie skończyło.

Oczywiście temat rozmów następnego dnia był tylko jeden. Dowiedziałem się zatem, że choć w Ibaraki ziemia trzęsie się często, to ponieważ cała prefektura położona jest na jednym gigantycznym kawałku kamienia, to uznano, że jest na tyle bezpiecznie, by w okolicy pobudować mnóstwo elektrowni jądrowych, zakładów przetwarzania paliw nuklearnych i eksperymentalnych reaktorów. Super. Więc jak już porządnie zatrzęsie, to wszyscy co przeżyją i tak będą świecić w nocy. Cudownie.

Konkurs
Prawidłowa odpowiedź już padła, rzeczywiście jest to poduszka do słuchania muzyki oboma uszami:

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie.

wtorek, 20 listopada 2007

Narodowy sport Japończyków

Japończycy kochają sport. Nawet moje Hitachi pełne jest stadionów, hal, kortów i boisk. O każdej porze dnia można zobaczyć idące/wracające grupki dzieci obwieszone rakietami, kijami i innymi narzędziami mordu. W Publicznym Parku Sportowym zawsze widać biegające lub ćwiczące postaci. Każda szkoła ma swoją drużynę, kibicowanie której jest świętym obowiązkiem.

Choć Japonia to ojczyzna wielu ciekawych sportów, jak Kendo, Karate czy Sumo, z powodu okupacji narodowym sportem jest tu baseball. Bardzo popularna jest też piłka nożna. Ale ten post będzie o innym sporcie. Sporcie najbardziej popularnym, uprawianym przez prawdopodobnie wszystkich Japończyków, wymagającym wielkiej koncentracji i wielkiej cierpliwości. Mowa o Segregowaniu Śmieci.

Śmieci dzielimy na 4 główne kategorie:
Palne (np.: odpadki kuchenne, zużyte plastiki, skóra...),
Niepalne (szkło, kosmetyki...),
Do odzysku - dzielimy na te, które zbiera się w torbach (o nich później) i te bez toreb.
W torbach zbieramy (wszystko oddzielnie) puszki aluminiowe i stalowe, plastikowe i szklane butelki. Bez toreb: ubrania, papier, kartony, gazety, magazyny i książki (znowu: wszystko oddzielnie).
Duże śmieci - z podziałem na 3 kategorie rozmiaru - małe duże śmieci, średnie duże śmieci i duże duże śmieci.
Oprócz tego odrębną kategorią stanowią telewizory, zmywarki, lodówki i klimatyzatory - za pozbycie się każdej sztuki przewidziana opłata.
Na koniec mamy jeszcze śmieci toksyczne.

Śmieci można wyrzucać dopiero po uprzednim przygotowaniu. Na przykład: butelka po Coca-Coli to śmieć do odzysku, ale najpierw trzeba zdjąć nalepkę i korek - do śmieci palnych, dokładnie wymyć wnętrze i wysuszyć. Papierowe opakowanie po soku (ale tylko jeżeli nie ma aluminiowej wkładki) również należy umyć i wysuszyć, a następnie rozciąć i złożyć według wzoru.

Każda kategoria śmieci ma swój odrębny kolor toreb - nie można wrzucać do nieodpowiednich lub dowolnych. Kolory różnią się w zależności od miasta. Śmieci wyrzucamy do 0830 w wyznaczonym miejscu w wyznaczone dni - palne śmieci 2 razy w tygodniu, toksyczne raz w miesiącu. Dzień różny w zależności od dzielnicy.

Na sam koniec - opony, gaśnice, butle gazowe należy odnieść do punktu zakupu.

Uffff.

Tyle teoria - tak naprawdę to nawet japończycy traktują to bardzo luźno (czytaj: jak Yoshioka może, to i ja mogę!).

piątek, 16 listopada 2007

Japońskie absurdy i darmowe sushi

W Japonii nagminnie zostawia się otwarty samochód, z włączonym silnikiem przed sklepem jak się idzie na krótkie zakupy. Ale do roweru praktycznie trzeba dokupić dodatkową kłódkę (jedną ma wbudowaną) i ubezpieczenie od kradzieży.

Jeśli, by wjechać samochodem na np. parking, trzeba pokonać krawężnik - to będą zamocowane metalowe bloki, by można było podjechać bez problemu. Kilka kroków obok, na wyznaczonym przejeździe rowerowym, taki sam krawężnik nie będzie miał tych bloków, więc by nie rozwalić koła, trzeba zsiąść z roweru.

Studentowi nie jest potrzebny garnitur, nawet na egzaminy można przychodzić jak się chce. Ale na wycieczkę do fabryki - zwiedzanie linii produkcyjnej - trzeba. Mimo że na wejściu i tak się dostaje ubranie ochronne.

Odnośnie fabryki - jak się jest stypendystą z japonistyki, to w ramach wycieczki można pojechać np. do 1000 letniego klasztoru czy świątyni. Jak się jest z informatyki to można pojechać do fabryki silników samochodowych. Nie będę zanudzał opisem linii produkcyjnej elektronicznie sterowanej przepustnicy czy układu kontroli trakcji, ale powiem, że bardzo podoba mi się zwyczaj urządzania dla zwiedzających przyjęcia z darmowym sushi i piwem. Ha!

środa, 31 października 2007

28 dni póżniej...

Właśnie mija 4. tydzień mojego pobytu w Japonii. Z tej okazji 2 japońskie plakaty do filmu "28 dni później" (raczej kiepski zombie-horror) i małe podsu- mowanie (przygotować się na długi post!):


Życie
Jedzenie jest tu tanie i bardzo przyzwoite, pytanie czy nie znudzi mi się ciągłe wpieprzanie makaronu z "czymś". Sushiarni jest w mojej wiosce malutko, ale jak już się do takowej pójdzie, to czysta rozkosz. Śmiesznie tanio, a naprawdę pysznie. Yoshioka twierdzi, że tu to jeszcze nic, u niego na Hokkaido to dopiero zobaczę co to znaczy smaczne sushi. Sprawdzimy, Yoshioka, sprawdzimy...

Piwo jest, zgodnie z opowieściami, bardzo dobre, tylko drogie jak nieszczęście. Ale to pewnie dlatego że japończykom wystarczy jedno na wieczór. Na razie moim głównym paliwem jest:

piwo raczej z tych tańszych - czyli w supermarkecie około 4 złoty za puszkę.

Pogoda jest tu super, choć czasami zdarzają się dni takie jak ten:

to generalnie nadal pada mało, a temperatura utrzymuje się powyżej 15 stopni. A z tego co słyszałem, u was to już nawet śnieg z deszczem bywał...

A wieczorami niebo wygląda tak:

Biurokracja w tym kraju jest potężna, ilość druczków i podpisów potrzebnych by cokolwiek załatwić jest ogromna. Na szczęście na początku we wszystkim pomagał mi Yoshioka, więc nie wiem czy jakbym to wszystko musiał sam załatwiać to też by mi sie tutaj tak podobało... no ale teraz w ramach sprawdzianu mam ambicje załatwić parę spraw sam: jutro jadę do urzędu miasta powiadomić ich o mojej przeprowadzce.

Życie studenckie,
jak na razie nie jest zbyt rozwinięte. Chińczycy, którzy mieszkają w moim akademiku dzielą czas między sen, pracę i uniwerek tak, że niewiele wolnego zostaje. Moje kontakty z nimi ograniczają się więc do krótkich rozmów na korytarzu, gdy spotykam ich jak idą umyć zęby w piżamie o godznie 14, bo pracowali do 8mej rano i właśnie wstali. Oprócz tego nasłuchuje ich nawoływań jak siedzę w pokoju. Czuję się przez to trochę jak w poczekalni u dentysty, bo chiński na żywo brzmi jakby porozumiewała się grupa ludzi mających usta wypchane watą.

Tak więc włóczę się z Samoańczykiem i Yoshioką. Dziś dostałem straszliwe baty w kręgle. Ale w piłkarzyki na playstation 3 już mi się udało Yoshiokę pokonać 2:1 (jego kumpel, Shigeaki, niestety nadal jest poza zasięgiem).

Moje Hitachi to jest wioska (widać w Japonii wszystko co ma mniej niż pół miliona mieszkańców tak trzeba traktować), więc życie nocne, o ile je ma, to jest dobrze ukryte.

Tutaj jeszcze nie byłem, ale nazwa brzmi zachęcająco...

Oto największy pomnik(?) jaki znalazłem w Hitachi. Znajduje się przed główną stacją kolei i przedstawia... trubinę parową...

A tutaj, wg Yoshioki (który dorabia jako dostarczyciel pizzy, i takie rzeczy wie), mieszka miejscowa yakuza...

Dziś się dowiedziałem, że nie ma tu ani jednego kina! Może jest tu jakieś zagłębie rozrywkowe, ale na razie nie miałem czasu go szukać, bo w pierwszy (i jak na razie jedyny) wolny weekend wyjechałem do Tokio... właśnie.

Tokio
Jest super. Czystsze niż Warszawa, i mimo że tak ogromne, to poruszanie się po nim jest całkiem przyjemne – 15 linii metra to może nie jest strasznie dużo, ale pozwala dostać się do każdej dzielnicy w miarę szybko, a system powiadamiania o stacjach, czasie podróży, a nawet o tym z której strony wagonu drzwi się otworzą dostarcza wszystkich informacji niezbędnych by podróżować bezstresowo. Nie żebym potrzebował, ale informacje te dostępne są też po angielsku. Dodatkowo stereotyp o japońskich środkach komunikacji dostosowanych do ludzi o wzroście max: 160cm jest nieprawdziwy. Metro, pociągi i autobusy są tak wysokie jak u nas.

Bardzo pozytywne wrażenie sprawia też fakt, że wystarczy odejść od głównych ulic (czytaj: stacji metra), i już robi się cicho i przyjemnie – jak szedłem głosować (polska ambasada jest położona trochę na uboczu) to wszedłem właśnie w takie osiedle – 9 rano, cichutko, żadnego człowieka nie widać... super. Zupełnie nie czuje się tych 15 milionów ludzi dookoła...

Studia
krystalizuje się też wreszcie co ja tu będę robił w sensie naukowym! Chociaż nadal nie wiem czy zaliczą mi rok na informatyce, to przynajmniej nie będzie to czas zmarnowany. Będę pomagał prof. Ozawie w pisani dwóch podręczników do C (jeden do GUI, drugi o symulacjach komputerowych). W ogóle to spadłem profesorowi z nieba, bo jego zespół składa się z takich mocarzy programistycznych, że głowa mała. Ostatnio przyszli na seminarium, mieli nawet prezentację w power-poincie, gdzie jako ich największy sukces (a pracują nad tym już miesiąc) figurowało napisanie programu... którego nie potrafią uruchomić. Normalnie padłem.

Oprócz tego tłumaczę właśnie kawałek podręcznika z japońskiego na angielski (uczę się wyrazów typu „terminal komputerowy”), chodzę na zajęcia (po japońsku – z tych najłatwiejszych rozumiem z połowę. Z tych najtrudniejszych nic kompletnie.). No ale uczę się języka przynajmniej...

Czy czuję się jak biała małpa?
Zdecydowanie tak. Dzieci się za mną na ulicy oglądają, a nawet dorośli wodzą za mną wzrokiem (może po prostu jestem piękny? albo bardzo brzydki :D). Ale jak kogokolwiek przyuważę na gapieniu się na mnie, to zawsze głową kiwnie. Przynajmniej nie krzyczą Gaijin da!. W ogóle ludzie są strasznie mili, gdy się odzywam po japońsku od razu im się oczy rozszerzają (tylko troszeczkę, bo to w końcu skośnoocy) i uśmiech na twarzy się pojawia. Wszyscy są niezwykle pomocni i uczynni. Każdy sprzedawca/kelner/kucharz czuje się też w obowiązku zapytać czy mi się tu podoba, kiedy przyjechałem, i od ilu lat uczę się japońskiego. Każdy też obowiązkowo skłamie że świetnie mówię po japońsku – miła odmiana po moich bojach z japonistyką.

Podsumowując
Japonia da się lubić. Absolutnie nie miałbym nic przeciwko temu, aby pomieszkać sobie w Tokio przez parę lat. Tylko narzeczoną muszę tu ściągnąć. Ale bez Was, to jednak trochę nudno...

Stay tuned!

czwartek, 25 października 2007

Małpa w kąpieli

...
Szust do wanny!
Dalej kurki kręcić żwawo!
W lewo, w prawo,
Z dołu, z góry,
Aż się ukrop puścił z rury.
Ciepło - miło - niebo - raj!
Małpa myśli: "W to mi graj!"
Hajże! Kozły, nurki, zwroty,
Figle, psoty,
Aż się wody pod nią mącą!
Ale ciepła coś za wiele...
Trochę nadto.. Ba, gorąco!...
...

A. Fredro, Małpa w kąpieli, fragment


Na podstawie dotychczasowych doświadczeń, stwierdzam, że woda w Japonii (taka z kranu/prysznica) występuje w trzech postaciach:
1) Nieogrzewana, zależnie od miejsca albo bardzo zimna, albo lodowata.
2) Potwornie gorąca.
3) Przepotwornie gorąca.
Wydaje mi się że da się regulować temperaturę pomiędzy 2) a 3) ale nie odczuwam zbytniej różnicy. Faktem jest że jestem stworzeniem zimno-lubnym, może inni nie mają podobnych problemów ale dla mnie codzienny prysznic jest ćwiczeniem silnej woli.

wtorek, 16 października 2007

Zbiór opowieści różnych przedstawia:

Zaczął się tydzień, skończyło się rumakowanie. Za to opowieść o wyprawie z Yoshioka i jeszcze jednym studentem (Pato Vaise, Samoańczyk) na piwo:

Nasze superbohaterskie duo, podążało za tubylczym przewodnikiem-tropicielem w kierunku faktorii handlowej, okrytej złą sławą "toriaezu", która, jak wieść niosła oferowała złoto w płynie. Przebrnąwszy przez rwące potoki, smagani huraganowym wiatrem, dotarliśmy w końcu na miejsce. Zrzuciliśmy ciężkie, ubłocone buty, i podążyliśmy za podejrzanie uprzejmym miejscowym posługiwaczem do naszej komnaty. Choć próbował nas zwodzić, oferując dziwaczne trunki o raniących język i kłujących w uszy nazwach, my wiedzieliśmy czego chcemy. Chcieliśmy Piwa!

Takoż nie miał on wyboru, i na stole naszym prędko zagościły misy potraw i dzbany piwa. Jako iż głodny byłem i sterany wędrówką, rzuciłem się by pałaszować owe zagryzki. Niestety, nie przeczuwałem nadchodzącego niebezpieczeństwa. Okazało się bowiem iż tę zieleninę cholerną, trzeba obrać przed zjedzeniem, a ja w nieświadomości swojej pochłaniałem ją w całości (choć faktycznie, środek wydawał mi się dużo smaczniejszy). Nasz tubylczy przewodnik, będący już w połowie drugiego (małego) dzbana Piwa, mało się nie udusił ze śmiechu, taka jego mać.

A po trzecim kufelku trzeba było wracać, albowiem Yoshioka zmienił kolor i przestał mówić z sensem, i tylko chwiał się na swoim siedzeniu, bełkocząc czasem coś o niemożliwości i alkoholu.

Cóż też mogliśmy zrobić? Odprowadziliśmy Yoshioke do jego mieszkania i sami wróciliśmy do własnych. Japończycy pić nie potrafią. Pewnie dlatego takie drogie to piwo mają...

EDIT:
Dowiedziałem się, że do tej pory by komentować, trzeba było mieć konto na googlu. No tak, blogger wspiera nowych właścicieli, zaprawdę Google nowym Microsoftem. Od dziś dość tych kapitalistycznych praktyk! Komentarze dla wszystkich!


stay tuned!



poniedziałek, 15 października 2007

Towarzystwo przyjaźni polsko-chińskiej

Ten post, drogi Czytelniku, jest inny niż poprzednie. A to dlatego że piszę go z własnego komputera, z akademika! Albowiem jestem już po pzreprowadzce, do Międzynardowego Akademika Oose. Jego międzynarodowość polega na tym, że mieszka w nim jeden Polak (brawo, domyślny Czytelniku, tak, masz rację, to ja!), jeden mieszkaniec Kambodży (Kambodżańczyk?) i około 10 Chińczyków. Chińczycy są super przyjacielscy (jak przepychałem kable, to pół akademiku mi pomagało), i w większości mieszkają w Japonii od początku studiów więc po japońsku mówią lepiej niż dobrze.


Akademik jest malutki (na 18 osób) czyściutki, i w stylu japońskim (tatami!). I jest wyposażony w lustra, w przeciwieństwie do poprzedniego akademika czyli nie muszę sie już golić na ślepo. Wbrew przewidywaniom, chyba nie ma karaluchów.


Jako że w Japonii nie da się wynająć umeblowanego pokoju czy mieszkania, jestem już po zakupach. Kupilem sobie: stoliko-grzejnik, lodówkę gazówkę, czajnik i łóżko (tzn: składany materac, jak prawdziwy japończyk śpię na podłodze). Wydałem morze pieniędzy, więc w ramach oszczędność testuję potrawy instant (wszak Japonia to ich ojczyzna!).


A teraz, w ramach porownania, zdjęcia akademika obecnego:




i poprzedniego: