piątek, 14 grudnia 2007
Małpie frustracje
Druga rzecz to to, że niektórzy Japończycy przyjmują postawę "Wow! Zrozumiałem co Biała Małpa mówi! Mój angielski jest lepszy niż myślałem, bo przecież nie rozmawiamy po japońsku.". Dziś w sklepie (kupowałem prezenty), odbyła się scenka taka:
Sklep z Prezentem. Wchodzą: Yoshioka i Małpa Biała.
Małpa: O Sprzedawco! Przybyłem z dalekiego kraju, aby nabyć Prezent dla mojego ojca! Wiem, iż nie jest to coś co cywilizowany członek nadrasy japońskiej uznaje za dobre gifto, ale ja już się zdecydowałem! Pokaż mi zatem swe towary!
Sprzedawca: O czcigodny, zechciej spojrzeć na tę półkę!
Małpa: Głupcze! Wszak studentem jestem biednym! Jakimże cudem ma być stać mnie na prezent za takąż fortunę?!
Sprzedawca: Och, ma głupota nie zna granic! W ramach przeprosin - przyjmij rękę mojej córki.
Małpa: Po dwakroć głupcze! Po Prezent przybyłem! Nie po małżonkę!
(nudne 5 aktów, przechodzimy od razu do zakończenia)
Sprzedawca: O potężny, napiszże proszę swe imię na tym nędznym skrawku papieru!
Małpa: (pisze)
Sprzedawca: (Do Yoshioki) pio-to-ru... azaliż to Rosjanin?
Małpa: Nie, Polak. Ale imię jest takie same w języku rosyjskim i polskim.
Sprzedawca: (zdziwiony) O! Znasz japoński?
(kurtyna)
czwartek, 8 listopada 2007
Yoshioka MC
Yoshioka: "Sarnofski-san, znasz taki zespół: pondziabi?"
Ja: (myślę) "Pondziabi? Ponjabi? Panjabi? Panjabi MC? Bylo kiedyś coś takiego, jakieś chinduskie popo/disco..." (mówię) "Taaak... chyba znam jedną piosenkę..."
Yoshioka: "A lubisz?"
Yoshioka zaczyna grzebać w schowku z minidyskami.
Ja: "Ten, tego... trochę..." (w myślach mam taką reklamę sprzed lat, gość wsiada do taksówki w Indiach, taksówkarz zaczyna śpiewać coś potwornego, więc gość zatyka mu usta KitKatem...)
Yoshioka: "To posłuchamy?"
Ja: "Okej..." (w tej reklamie, po zatkaniu ust, taksówkarz zapuszcza w radiu coś jeszcze potworniejszego, kamera robi odjazd, widać tablicę drogowę: Do celu jeszcze 300KM... my też jeszcze trochę drogi przed sobą mamy... wizja Yoshioki słuchjącego chindu-disco mnie przeraża...)
Radio: "ooo-oh, we're halfway there, ooo-oh! livin' on a prayer!"
Ja: "tiaaa... tak Yoshioka-san, lubię Bon Jovi..."
Jedziemy dalej, Bon Jovi zawodzi...
PS: Tak naprawdę to nie lubię Bon Jovi. Kiepski zespół. Ale kilka piosenek mają fajnych.
piątek, 12 października 2007
Uwaga! Ten post zawiera zdjecia!
Na poczatek, dokladniej o tym gdzie jestem (juz w hitachi):
Jakies 20 minut rowerem. Kolo tej stacji jest tez cos w rodzaju centrum miasta.
A teraz wlasciwa czesc odcinka czyli:
Bylem na wykladzie z mechaniki kwantowej (quantum mechanics), wyklad jest po japonsku dla japonczykow, wiec przed oczami stanela mi wizja nienagannie umundurowanych, stajacych na bacznosc na powitanie i klaniajacych sie w pas japonskich studentow, a podczas wykladu jedyny slyszalny odglos poza senseiem to skrzypienie olowkow... nic z tych rzeczy. Ubrana we wszystkie kolory teczy, szarancza japonczykow na wykladzie spi, czyta komiksy, gra na jakichs przerazajacych urzadzeniach (nie znam sie na konsolach), slucha muzyki i gada (ale fakt ze cicho). I nawet sie z tym nie kryje, pierwsze lawki okupowali wlasnie ci spiacy.
Pacyfik:
W dotyku jest raczej zimny.
Jablko z Aomori:
Komorka w celach rozmiaro porownawczych - to jablko bylo duuuze! Jak grejpfrut. I pycha bylo!
Moja rozmowa z Yoshioka (podczas gdy kopal mi tylek w pilkarzyki na playstation 3)!
Yoshioka: GOOOOOL!
JA: (do siebie) &%$"#&"$, farciarz... (do niego) Yoshioka-san, jak sie mowi "lucky" po japonsku?
Yoshioka: Mmmm, "rakki"!
i wez sie tu czegos naucz :/ (btw przegralem 4:0, 3:0)
Mialo byc wiecej, ale lece na zajecia, za to bonus: oto biiru-o utteru jidou-hanbaiki czyli bohater opowiesci z poprzedniego postu:
PS: jak ktos koniecznie musi mi wyslac maila, to prosze tu: sarkunx@gmail.com