Zacząć należy od tego, że Japończycy mają świra na punkcie grupowania ładnych rzeczy. Grup są dwa rodzaje - po 100 i po 3. Hitachi nie jest widać specjalnie piękne, bo nie ma tu żadnego obiektu z kategorii "po 3" ale jest: "jedna ze 100 wybranych pięknych gór z kwiatami", "jedna ze 100 wybranych plaży z białym piaskiem i zielonymi sosnami" i jeszcze dwie inne.
Hiroshima jest 3 dużym japońskim miastem, które odwiedziłem i bardzo mi się podobała. Przeważa niska zabudowa (tylko 10 pięter), ludzie mimo historycznej tragedii wydają się być mili i szczęśliwi. Poszliśmy oczywiście do Peace Memorial Park i obejrzeliśmy A-Dome. Ciarki przechodzą.
Potem pojechaliśmy (i popłynęliśmy) na wyspę Miyajima (lub Itsukushima) podziwiać ten słynny widok z Torii stojącą w wodzie.
Itsukushima-jinja, bo to jej torii podziwiamy, stoi na palach. A to dlatego, że początkowo cała wyspa była świętym miejscem, na którym nie wolno było postawić stopy zwykłym śmiertelnikom. Ale zapewne całkiem szybko mnisi zaczęli przymierać głodem, więc wybudowali świątynię, do której wierni mogli dotrzeć i zostawić jakieś dary.
Niestety podczas odpływu, świątynia nie stoi nad wodą lecz nad błotem, z całym dobrodziejstwem aromatu gnijących glonów.
Na wyspie jest też trochę innych atrakcji, na przykład Pawilon 1000 mat, z piękną pagodą:
Można też się wybrać kolejką linową na górę Misen, z której widok jest naprawdę ładny:
Jest też tutaj sporo małych świątyń, a nawet Aquarium. Obecnie wyspa nie jest już na tyle święta by nie można na niej normalnie żyć, wieć jest tu małe miasteczko (nawet gimanzjum jest!) żyjące z turystów.
I to by było tyle, na dzisiaj. Powoli zbliżamy się do końca WPPJ, w następnym, ostatnim odcinku: Wielcy Buddowie.
Stay Tuned!
